jak sobie pomóc

pisanie, więc także pisanie bloga, ma działanie terapeutyczne. to moja prawda.
ale takie działanie mogą też mieć inne rzeczy. choćby ćwiczenie jogi, a zwłaszcza jej ostatni lub przedostatni element – asana zwana savasaną. czyli relaks w pozycji umarłego. ta pozycja mnie "rusza". tak, przede wszystkim dlatego, że ma tak ważną dla mnie nazwę. ważną, bo problem śmierci jest wciąż moim problemem, niezałatwionym. nie umiem jej zaakceptować i panicznie się jej boję.
poza tym "rusza mnie" bo jest to wspaniałe doznanie gdy ciało wreszcie po 10, 15 minutach rozluźnia się. i zaczynam się czuć jakbym tego ciała nie miała, czuję ogólny ciężar samej siebie, ciążenia w kierunku ziemi ale nie odczuwam już poszczególnych części ciała… problemem pozostaje jednak głowa i mózg. udaje mi się — dziś właśnie udało mi się świetnie — rozluźnić twarz, mimo że nie zakryłam niczym oczu (woreczek z piaskiem świetnie by się tu nadał), udaje mi się też uspokoić oddech i skupić wewnętrzny wzrok na wyobrażonym oku pomiędzy moimi oczami. to taka metoda koncentracji. jedna z wielu — dla mnie skuteczna.
myslę więc tym jednym okiem, skupiam się na nim i dzięki temu inne myśli odpływają. jest ich coraz mniej. nie potrafię ich jeszcze całkowicie uspokoić ale jest lepiej, tak. jest coraz lepiej
słowem — polecam savasanę

innym ćwiczeniem terapeutycznym które w życiu może pomóc są choćby rysunki. znalazłam takie w książce Gael Lindfield "Kobieta pozytywna" . Ksiązka sama w sobie ciekawa, ale to ćwiczenie szczególnie — polega bowiem na tym by wyjątkowo nie używać słów przy opisie naszych wspomnień, a użyć za to kredki i kartki — rysować nasze wspomnienia. dobre i złe. rysować i pozwolić emocjom uwolnić się i myślom zablokowanym wypłynąć.
no właśnie — ja więc miałam przyjemne uczucie radości gdy narysowałam siebie jak jem jagody z cukrem w zielonym kubku babcinym przy długim stole drewnianym za domem w cieniu sosen latem… wokól cisza, może śpiew ptaków, a  w oddali głosy dzieci które przyjechały do babci na kolonie, zaraz przyjdą na podwieczorek ale ja dostałam te jagody pierwsza, bo jestem babci wnuczką, nie oni. 🙂

a drugi rysunek był smutny — i rozryczałam się przy nim jak dziecko — przedstawiał mamę z naszym jamnikiem na rękach – jamnik był martwy , właśnie zginął pod kołami samochodu… to był głupi pies, nieustająco szukał śmierci wybiegając na ulicę gdy tylko okazja. za każdym razem gdy to widziałam serce podchodziło mi do gardła, i wreszcie doczekał się, biedne zwierzę. ale wtedy, gdy patrzyłam na mamę i tego jamnika na jej rękach powiedziałam tylko — ojej, jak przykro. i pamiętam że było mi przykro ale zaraz odgoniłam tę myśl i chyba ją zablokowałam bo niewiele czułam , a przede wszystkim nie pozwoliłam sobie na płacz na co w tamtym momencie miałam ochotę… było mi wstyd. zdecydowanie musiałam to zablokować skoro teraz przyszedł płacz… nareszcie
ale nadal boję się śmierci…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s