brak kierunkowskazu to brak kultury

tudzież zwykłe niedouczenie…

w centrum warszawy korki niemiłosierne. przez jerozolimskie przejeżdżałam wiaduktem 15 minut. potem przebić się na skrajny pas, potem świętokrzyska. jeden wielki koszmarek. w efekcie minęła moja godzina 17.30 i marzenie o jodze stało się mrzonką. gdy zdałam sobie z tego sprawę ogarnęła mnie wściekłość – piekielnie miasto w okresie przedświątecznym! – bez jogi mój nastrój jest zachwiany, joga w szkole jogi to podstawa mojego sprawnego fukcjonowania fizycznego i psychicznego. bez przesady, ale byłam w tamtej krótkiej chwili gotowa strzelać do każdego przebiegającego w ostatniej chwili pasy przechodnia, oraz do kierowców skręcających, zmieniających pasy, i zjeżdżających z rond totalnie BEZ KIERUNKOWSKAZÓW! oj, gdyby tylko dano mi do ręki… procę, lepiej niż pistolet. 🙂
tak sobie myślę, że chyba naprawdę bym to zrobiła, bo czasem jestem osobą cywilizowaną ale czasem jakimś chorym egzemplarzem gatunku ludzkiego z zaburzeniami osobowości… a może po prostu nie wiem jak dać ujście napięciu i stresowi bo mnie tego nikt nie nauczył w dzieciństwie???
moją metodą na stres jest szybka jazda i głośna muzyka. dałam więc upust złości włączając w samochodzie the Doorsów na cały regulator, jadąc 100 km/h głośno śpiewając i głośno kląc na czym świat stoi. wolno mi. nikogo nie zraniłam. jechałam sama. mandat też zapłaciłabym sama.
ale… tak jest pewne ALE
otóż oglądałam niedawno w przelocie jakieś 5 minut programu Cejrowskiego o podróżach, i przyznałam mu rację — tak, w naturze ludzkiej jest potrzeba okresowego rozładowania napięcia, frustracji, gniewu.
kiedyś były rytuały. ano były. był karnawał. to co tabu to co święte stawało się dostępne i można było o tym mówić, prześmiewczo! co najważniejsze. można było rozładować napięcie. i nadęcie. nie da się być nadętym i poważnym non stop. nie można non stop być zestresowany i przerażonym. bo się to przeradza w chorobę, psychozę, zaburzenia, zbrodnie, cynizm, obojętność.
i były jak mowi Cejrowski , krwawe sporty, pojedynki, turnieje, cyrk, gladiatorzy, krwawe ofiary. pospólstwo lubiło sobie obejrzeć kilka podpalonych stosów i kilku wisielców, od razu rozładowywało się napięcie, strach — przed własnym powieszeniem choćby, przed śmiercią
a dziś? no prawda, są sporty ekstremalne, i Bogu dzięki! zapatruję się na to osobiście dwuznacznie, bo z jednej strony strach o osobę która takie sporty uwielbia (jak choćby mój brat ścigający się na torze wyścigowym na motorze), a z drugiej strony rozumiem go!!
tak, sama bym chciała, tylko… nie czuję takiego przyzwolenia. wewnętrznego. wpoiłam to sobie sama? ta grzeczność układność co nie wypada kobiecie to mój pomysł? śmiem twierdzić że nie, jest to raczej pomysł na kobietę w naszym społeczeństwie.
mais tout change!
zmiany zmiany
czytam sobie książkę "okiełznać gniew". i wiem już , że wolno mi tupnąć nogą, trzasnąć drzwiami i wrzasnąć na kogoś. moja łagodna natura niewiele na tym straci. wolno mi, czasami.
i wolno mi chyba jednak poszukać zajęcia relaksującego "inaczej" niż joga, gwałtowniej.
to co kobiety? może zaintesujemy się sportami ekstremalnymi? to chyba bezpieczniejsze i mniej kosztowne niż rzucanie talerzami do celu (ściana nad głową męża : ) i jeżdżenie zbyt szybko samochodem …

ps… i chyba zaczynam zmieniać zdanie na temat obowiązkowej służby wojskowej kobiet w Izraelu… hehe

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s