Nauka od urodzenia jako jedynie słuszna i skuteczna :) — nie tylko ja tak myślę

Znalazłam pewien link na blogu Krzysztofa Kwiecień 

http://www.zabawnanauka.pl/od-czego-zaczac-czesc-1/#comment-176250

na temat edukacji od urodzenia i edukacji domowej

Zgadzam się z nim, więc zajrzyjcie jest ciekawy – a poniżej też mój komentarz do artykułu:

„Bardzo słuszne uwagi. JA doszłam do tego samego idąc od umiłowania języków (wszelkich), uczenia wg Helen Doron, od której pierwszej jakieś 15 lat temu usłyszałam, że do 6 rż dziecko się uczy, potem praktycznie orka na ugorze hehe
Więc swoje dzieci uczę od ur i dodaję tylko różne bodźce głównie przez zarażanie własnymi pasjami. Także Domana.
A do wiedzy o mózgu, (nie wiedziałam o Shichidzie) doszłam dzięki wiedzy alternatywnej, neurobiologii, B.Liptonowi, M.PAssio, niezależnym poszukiwaczom prawdy, wiedzy o okultyzmie prawdziwym, o tym jak robi się naprawdę marketing, info podprogowe itd.. Na jedno wychodzi..
Ale, cóż ostatnio czytałam nawet artykuł w JA My Oni i pani psycholog pewna od edukacji dzieci w centrum dla geniuszy 🙂 powiedziała że „tak naprawdę nie wiadomo jakie funkcje i znaczenie ma prawa półkula, podobno tam jest kreatywność, myślenie holistyczne itd.. ” Eeh.. Mainstream jeszcze długo będzie w opozycji, bo władzy zależy na posłusznych dzieciach czyli posłusznych obywatelach.
JA tylko jestem jednak nie całkiem za odszkalnianiem w sensie unschooling, gdzie dziecko „robi co chce” czyli często jest zostawione samo sobie. W mojej edukacji domowej wprowadzam dużo wiedzy, bodźców, dużo robimy. Ale są też pewne rutyny, uczestniczenie w obowiazkach domowych, i ćwiczenia codzienne z różnych dziedzin. No i starszy ma 9 lat więc do podręcznika codziennie musi zajrzeć. Ale myślę, że tu po prostu jest to ćwiczenie charakteru i nawyku jak u Domana i Suzuki i jak w metodzie Trivium – powtarzalnośc prowadzi do nawyku, nawyk do pracy, praca do mistrzostwa. Nie jest to przymus, i wkurza mnie jak ktoś tak to widzi.. I jak słyszę panią A. Stein, która twierdzi, że w ogóle jakkolwiek będzie się wpływać na dziecko, to to już jest przymus.. Może trochę upraszczam, ale tak wychodzi z tego co zwykle mówi.
Jest jeszcze kwestia męskości kobiecości. Nie można ciągle tylko rozmawiać, bez wymagania, jak jest się kobietą która wychowuje synów bez ojca. Bo wychowamy łamagi, ofiary, albo roszczeniowców. full stop.

Nie jestem po prostu totalnie za rodzicielstwem bliskości, w takiej koncepcji jaka jest teraz popularna. choć może przeinaczona trochę przez wielbicieli, bo mam wrażenie, że Searsom nie o to chodziło…
Tak samo jak Domana się przeinacza. Mówi się, że dzisiejszy świat to =- superrodzice, którzy TWORZĄ superdzieci, geniuszy metodami pokazywania kartek… To czytałam nawet dziś w „Ostatnie dziecko lasu.. ”
To ciekawa książka, bo mówi o ważności natury, ale alternatywa powinna się trzymać razem, a nie zwalczać…

Niefajna jest całkowita opozycja — natura – cywilizacja/naturalnosć – wiedza. Bo to tak jak z mózgiem. I skrajne korzystanie tylko z lewej pókuli jak i tylko z prawej jest zaburzeniem. Nie tworzy zdrowego człowieka. Fajnie tłumaczy to M.PAssio, i inni. Kiedyś to było wiadomo – starożytna wiedza, filozofia. Teraz — mamy indoktrynację. „

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s